Mocna głowa mocy doda

Mocna głowa mocy doda

 

Z początku wydawało się, że to nie sprawa głowy, a tego co pozwala nam oddychać. Klatka piersiowa. Dwa tygodnie z rzędu treningi nie wyglądają tak jak powinny. Można je porównać do biegania pierwszego lepszego Zdziśka, który co dopiero wstał z wersalki z przed telewizora. Ale ten Zdzisiek nie był aż taki słaby. Mógł pokonać ok. 4-5km. Czyli jak na takiego kanapowca to wielkie WOW! Tak wielkie wow dla kanapowca, ale nie dla osoby, która ma na końcie 3maratony i 5półmaratonów. Standardowy trening, który powinien być przebiegnięty spokojnym tempem w pierwszym zakresie tętna powoduje jakieś 3-4 przystanki. Nie wspominając już o podbiegach, które wybierane były jak najlżejsze, żeby tylko wdrapać się na szczyt bez przystanku. Podbiegi odczuwane jak zdobywanie góry Mount Everest, uczucie jakby nogi zrobiły już ze 100kilometrów podbiegów. Każdy trening kończy się na niczym innym jak tylko na płaczu, a coś takiego jak endorfiny zostały oddawane wraz z łzami. Strach przed wyjściem na trening, że znowu się to stanie prześladuje na każdym kroku.

Nie przyjmowanie do siebie myśli, że może być coś nie tak z sercem. W końcu badania wydolnościowe w listopadzie wypadły całkiem nieźle.

„ Idziesz do lekarza i koniec!”

Budzisz się rano i znowu to samo. Niemożność złapania oddechu, kłucie w klatce piersiowej. Co najmniej jakbyś całą noc przespał w masce. W końcu idziesz do lekarza, żeby sprawdzić co w sercu puka. Po bardzo dokładnie przeprowadzonej rozmowie z lekarzem, wykonaniu badania echo serca i EKG. NIC.

Diagnoza była jedna: „ To co ja tutaj widzę to bardzo dobre wyniki i receptą na to jest BIEGANIE!”.

W końcu bierzesz się w garść. Jeśli badania wyszły pozytywne to skąd to kłucie w klatce piersiowej, problemy z oddychaniem i wewnętrzny strach przed wyjściem na trening. Spinasz poślady i myślisz o wszystkim jeszcze raz…

Nie wszystkie zawody są po to, żeby bić swoje życiówki. Nie po to trenujesz sumiennie, żeby się poddawać. Nie wybierasz się na żadną olimpiadę ani na mistrzostwa. Chyba, że na takie, które sobie sam sobie zorganizujesz. Albo te w pokonywaniu własnych słabości. W tym przypadku słabej głowy. Nie jesteś królikiem z reklamy duracell, że wymienią Tobie baterię na pierwszym lepszym zakręcie. Zresetuj to wszystko co masz wewnątrz i zacznij od początku. Ciesz się z tego, że możesz wyjść na trening. Możesz to robić o wybranej przez siebie godzinie.

Doceniaj to, że masz dwie nogi, które niosą Cię do przodu. Nagradzaj siebie po każdym wykonanym treningu. Słaby trening to ten niewykonany. Każdy inny jest krokiem na przód.
Ale te słabe dni też są potrzebne. Możesz teraz wyjść biegać i robić to znowu na 100%, a bateryjki w głowie czasami warto zresetować ;)

 

Autor: Malwina Macioszek