HTG2014 – DNF po raz pierwszy –DRAFT po raz ostatni.

HTG2014 – DNF po raz pierwszy –DRAFT po raz ostatni.

Od IM w Zurichu minęły niespełna dwa tygodnie, nie byłem przekonany do końca czy mięśnie po takim wysiłku zdążą się zregenerować. W pierwszym tygodniu dosłownie nie robiłem nic…Tydzień przed zawodami w Gdyni postanowiłem potrenować i muszę przyznać, że nie dało się odczuć większego niż normalnie zmęczenia. Świetnie-pomyślałem sobie, że w nadchodzącą niedziele będę mógł zrobić kolejną życiówkę .I prawie zrobiłem…

Na miejsce dotarliśmy w sobotę i od razu na Gdyńskich ulicach dało się odczuć klimat zawodów . Na latarniach były wywieszone flagi z logiem Herbalife Triathlon Gdynia , wszędzie widoczni byli wolontariusze oraz bilbordy oznajmiające, że ten weekend będzie wyjątkowy.

Na starcie ustawiłem się z lewej strony, doświadczenie z zeszłego roku  podpowiadało mi , że po zewnętrznej pójdzie mi lepiej. Trochę się przejechałem… Grupa z którą płynąłem poszła takim łukiem, że nawet nie zauważyłem pierwszej boi – cyrk . Następnie uderzyłem od razu w stronę katamaranu, który trzeba było okrążyć . Po ok 25 minutach płynięcia doświadczyłem zjawiska typu  wather jogging :) Po prostu trasa pływacka wiodła przez dość płytkie wody i większość zawodników dosłownie zaczęła sobie iść – kolejny cyrk ;) Widząc ile osób jest za mną wiedziałem już, że czas na pływaniu nie będzie należał do najlepszych. Po wyjściu z wody  czekał mnie 200metrowy podbieg do strefy zmian. Gdy wreszcie wyjechałem na ulicę  darłem na rowerze ile tylko mogłem bo wiedziałem, że trasa jest dość prosta i można urwać kilka minut aby zrobić życiówkę.

Przez pierwsze 15km wszystko było ok, oczywiście poza tym, że dostałem karę od sędziego za wyrzucenie opakowania po żelu w niedozwolonym miejscu  i musiałem się zatrzymać . OK-pomyślałem, że będzie to moje kolejne doświadczenie .Pokornie się zatrzymałem .. Wszystko szło zgodnie z planem tak  do ok 30km. Po chwili moim oczom ukazała się grupa ok 15 osób, która sobie zapylała razem bez najmniejszego stresu. Ok pomyślałem na początku, a że z wody wychodziliśmy grupami to i na rower większość z nich wskoczyła jednocześnie. Niestety było tak przez następne kilkadziesiąt kilometrów ..

Z premedytacją usiadłem na ogonie grupy zdając sobie sprawę, że potrzebuję  nabrać siły żeby odskoczyć przynajmniej na kilkaset metrów. Po kilku minutach zdecydowałem się brawurowo na odejście. Dopiero po przejechaniu 5-6 kilometrów uświadomiłem sobie, że umiarkowany wiatr  na niewielkim wzniesieniu może okazać się naprawdę ciężki do pokonania. Średnia z 35 zaczęła spadać i przestałem wierzyć w osiągnięcie planowanego czasu. Nagle dopadł mnie pociąg, któremu starałem się odskoczyć . Nie była to już grupa 15 osób tylko spokojnie 25 .

Po ponad dwóch godzinach jazdy rowerem przypomniałem sobie relację Twistera z imprezy w Nieporęcie. Doszła mnie  w tedy pewna refleksja – ilu tak naprawdę zawodników z grup które miałem okazję zobaczyć na trasie kolarskiej będzie mogło pochwalić się z czystym sumieniem swoją nową super życiówką  w Gdyni?

Po tych zawodach uświadomiłem sobie o co tak naprawdę chodzi w tri ? Jeżeli wyznaczasz sobie jakieś cele w życiu – to czy realizacja ich z pomocą innych osób jest na pewno fair? Wydaje mi się, że  nie bardzo. Osobiście zdałem sobie sprawę, że podjechanie kilkunastu kilometrów z grupą oszustów było największym błędem do którego można się dopuścić w tym wspaniałym sporcie. Ostatni raz się czegoś takiego dopuściłem i przepraszam ze to wszystkich przyjaciół  z którymi miałem przyjemność startować .

Cały ten draft zemścił się na 88km , gdy  zjeżdżając z wiaduktu najechałem na studzienkę kanalizacyjną  przy prędkości 42km/h. Podbiło mi przednie koło , które stanęło w poprzek i nagle boom. Wyskoczyłem prze przednią oś i z impetem uderzyłem o asfalt . Byłem w niemałym szoku uświadamiając sobie, że wydane pieniądze na dobry kask były moją najlepszą inwestycją . Pozdzierałem sobie plecy, łokcie ,bark, kolana i niestety z lewego pośladka miałem tatara J

Do tego ułamał mi się hak do którego montuje się przerzutkę i po tym stwierdziłem, że definitywnie należy odpuścić ..

Najlepszy był i tak sędzia, który zatrzymując się stwierdził, że jak nic nie złamałem to spokojnie mogę dojść 2,4 km do strefy zmian .  Pomyślałem sobie w tedy, że to jakiś żart… Na szczęście w tym samy momencie pojawił się jeden z motocyklistów , który krążył po trasie i zaproponował mi podwózkę. Ucieszyłem się niesamowicie J Takich owacji przy wjeździe pod strefę zmian nigdy bym się nie spodziewał, było to naprawdę miłe.

Po opatrzeniu ran skoczyłem  się dopingować przyjaciół na trasę biegową. Było naprawdę gorąco  i sam widok biegnących osób przyprawiał o udar.

Wszyscy znajomi, którzy startowali w tej  poprawili rekordy życiowe. Sam pewnie też bym poprawił o ileś minut. Tylko nigdy bym tego wyniku nie wpisał jako mój najlepszy na 1/2IM …

Na końcu chciałbym podziękować organizatorom, wolontariuszom i wszystkim zaangażowanym  za tak wspaniałą imprezę.

Do zobaczenia na IM 70,3 Gdynia 2015 .