Idealny maraton

Idealny maraton

Pogoda była wręcz wymarzona do biegania, nie za ciepło, nie za zimno - po prostu w sam raz. Do tego wiatr ( z drobnymi wyjątkami), specjalnie nie dokuczał. Gdy dotarłem na teren targów zanosiło się nawet na drobny deszczyk ale nawet gdyby delikatnie kropiło przy tej temperaturze nie byłoby to raczej dokuczliwe. Tyle o pogodzie.

Do swojej strefy na linię startu dotarłem na 15 minut przed biegiem, jakoś nie ciągnęło mnie tam wcześniej. Ponadto znów przed maratonem nie zrobiłem rozgrzewki - gdyż uważam że pierwszy kilometr, dwa biegu, tuż po starcie jest wystarczający dla mnie i nie ma się co specjalnie spinać. Nawiążę jeszcze do eksperymentalnego przygotowania do maratonu… w którym nie było miejsca na długie wybiegania. Było za to sporo fajnych, mocnych, interwałowych treningów - wspólnie z Anią Ranoszek i Piotrem Majkiem, które kończyły się zazwyczaj maksymalnie na 16-18 km. Trening i starty w TRI również zaliczyłem sobie na poczet przygotowań do maratonu - a jak!

Wróćmy jednak na linię startu. Ustawiam się między balonikami 3:45 a 3:30… nawet bliżej tych drugich. Na ten bieg założyłem sobie dwa cele. Pierwszy to wynik poniżej 3:40, a drugi to bieg drugiej połówki szybciej niż pierwszej. 

Cała ulica wypełniona biegaczami, muzyka ostro dudni w uszach - to pobudza! Na marginesie chwała organizatorom za postawienie naprawdę porządnego, liniowego nagłośnienia. Sprzęt koncertowy i słychać pięknie wszystkie doły i góry bardzo wyraźnie - jednak zboczenie zawodowe w tym temacie nie pozwoliło mi przejść obok tego faktu obojętnie.

Rozpoczyna się odliczanie… 10, 9, 8, 7, 6, 5, 4, 3, 2, 1, START!

Pierwszy km bardzo spokojny, wręcz rozgrzewkowy. Kibice na starcie dają sporego kopa. Na drugim kilometrze wchodzę już na docelowe tempo z zakresu 5:02 - 5:12. Podczas tych pierwszych kilometrów wyznaczam sobie pierwszy cel - stadion :) Nie jestem kibicem piłki nożnej ale jednak jakaś magia stadionu ciągnie mnie do tego miejsca… może dlatego że wyobrażam sobie że to stadion lekkoatletyczny :)

Hałas biegnących ze stadionu słychać już z daleka, a tuż przed nim punkt żywieniowy i pierwszy łyk wody. Na bramach wjazdowych nie ma wielkiego ścisku przed którym organizatorzy ostrzegali. Wbiegamy. Pierwszy raz na piłkarskiej murawie stadionu Lecha. Kamera, telebim, kibice. Jednak jakaś magia w tym jest! Pierwsze skojarzenie to takie z nowoczesnym koloseum, na trybunach kibice, a na murawie gladiatorzy… dobra, zejdźmy już na ziemię :)

Wybiegamy ze stadionu i teraz wyznaczam sobie już pośrednie punkty docelowe do których dążę. Tempo w normie, biegnie mnie się dobrze, nawet za dobrze, jak po sznurku.

Na Hetmańskiej biegniemy tunelem pod torami kolejowymi, to tutaj rok temu huk był tak ogromny że dawał mocnego kopa. W tym roku jakby spokojniej. Może dlatego że trzymam się z daleka od dużych grup biegaczy - ale to głównie za sprawą że jestem pomiędzy grupami na 3:45 i 3:30.

Na 10 km pierwsze tankowanie - żel. Mam ich trzy plus baton energetyczny. Zdaję sobie sprawę że odżywianie jest tutaj kluczowe. Nie mogę zawalić sprawy w tym temacie tak jak na wielu poprzednich zawodach.

Dolna Wilda i Droga Dębińska to fajny odcinek trasy, w kilku miejscach gromadzi się sporo kibiców. To tutaj pierwszy raz napotykamy na biegacza tryskającego energią. To Pan Bronisław. Hawajskie kwiaty, goły tors, wesołe okrzyki. Po sylwetce i mięśniach widać że jest zaprawionym w boju biegaczem… ale sprawia wrażenie jakby wynik był nieistotny, liczy się fun i zabawa. 

Na Drodze Dębińskiej fajny odcinek na którym biegacze mijają się po nawrocie. Tam dostrzegam Zosię z KobietyBiegają oraz jej brata Kubę.

Na 16-17 km powoli tracę już świeżość którą miałem do tej pory ale na szczęście jej utrata nie przeszkadza mi w trzymaniu równego tempa. Wciąż w głowie kołaczą się myśli że drugą połówkę muszę pobiec szybciej, staram się więc teraz hamować. Rok temu biegłem w tym miejscu za ostro, a potem przypłaciłem to ścianą na Warszawskiej… właśnie Warszawska - takie moje fatum, staram się wyprzeć myśli o tym odcinku trasy bo wiem że będzie tam ciężko. Na trasie zespół muzyczny z fajną wokalistką - dobrze śpiewa, dobrze grają. To mnie mobilizuje i daje siły. Tak jak kibice.

Rondo Starołęka i Rataje - piękny doping kibiców! Mijam półmetek z czasem 1:49. Jest dobrze. Odkładam jeszcze przyspieszenie w drugiej części biegu do 22-23 km. Kolejne tankowanie. Przyspieszam. Na 23 km biegnę poniżej 5 minut/km. Zaczyna się podbieg na Inflanckiej i cała para idzie na… podbieg. Tętno podchodzi do 174. Mocniej nie ma sensu forsować. Zostaję przy dotychczasowym, równym tempie. Sporo osób spowalnia… albo ja przyspieszam. Zaczynam wyraźnie wyprzedzać.

Na Kurlandzkiej i Chartowie, czyli w okolicach 27 km mocno czuję kolana. Naprawdę boli. Oby tylko nie przełożyło się to na kontuzję. Na szczęście na dalszych kilometrach ból mija… chwała pozostaje - jak mówią transparenty kibiców :) Ale tak na serio nie wiem czy to wynik znieczulenia czy faktycznie chwilowego kryzysu długim biegiem po asfalcie. Na 30 km przy punkcie żywieniowym chłodzę głowę… czuję że się trochę zagotowałem, a żel zamieniam na baton energetyczny. 

 

Zaczynamy maraton. Cała prawda wyjdzie teraz, po 30 km. To tutaj zaczyna się zazwyczaj mocny kryzys i ściana. Chwila prawdy. Na Browarnej mimo że trochę pod górkę, to cisnę. Ciągle wyprzedzam. Chyba jest całkiem nieźle. Tempo minimalnie spada na 5:10-5:12. Za chwilę moje fatum czyli Warszawska. Czuć delikatne powiewy wiatru ale nie mam za kim się schować, coraz więcej osób idzie, inni walczą w biegu, widać że wielu mierzy się ze ścianą… a ja… a ja ciągle trzymam tempo. Nie lubię tego odcinka trasy, jest pusto, prosta ciągnie się i nie ciągnie. Wydaje się że kilometry nie uciekają. Walcz głową, myśl pozytywnie! Tylko 10 km do mety! Nogi bolą ale skurczy nie czuję. Tętno w granicach 170. Wysoko. Ale nie odpuszczam. Wiem że jak tutaj zwolnię i poddam się to będzie po wyniku. Mam wrażenie że tnę Warszawską i żegnam się z fatum. Biegnę z wysokim tętnem ale idę mocno. Jest OK. Na 35 km przy punkcie żywieniowym na chwilę staję aby spokojnie się napić. Nie, nie, nie możesz iść. Mobilizuję siebie, a w tym mocno pomagają zespoły muzyczne grające ostrą muzykę. Do tego piątki z kibicami, szczególnie tymi najmłodszymi. Na to musi być czas.

Mijam rondo Śródka i słyszę doping Pawła Bonieckiego z warszawskiej Trisfery. Piątka i mocny kop. Paweł mówi że jest dobrze… no to myślę sobie fajnie :) - chłop na pewno wie co mówi. Mam 37 km. Jest coraz ciężej ale wciąż zadziwiające jest to że trzymam tempo. Z Wyszyńskiego skręcam w Garbary - tutaj znów dobrze dają zespoły muzyczne… znów spotykam Pana Bronisława który tańczy przed jednym z tych zespołów. Kosmita… ale taki pozytywny! Na Armii Poznań, przy Cytadeli wyprzedza mnie… ale ja nie odpuszczam. Trzymam jego tempo. Chłop jest mocny. Niestety jego okrzyki przy tym zmęczeniu zaczynają mnie trochę irytować. Muszę się skupić i zmobilizować. 40 km. Przy punkcie żywieniowym znów staję na chwilkę. Znów mobilizacja by biec dalej. Do 40 km trzymam tempo 5:06-5:12. Ostatnie dwa kilometry to walka - tutaj mierzę się chyba z największym zmęczeniem. Tempo spada na 5:25. Jeszcze 1500 metrów, 1000, podbieg na Roosevelta na szczęście mijam w miarę gładko. Widzę targi. Już blisko. Od kilku kilometrów nie kontroluję już czasu, dopiero teraz dobiega mnie myśl ile mam zapasu do 3:40… ale nie patrzę na zegarek - to już nic nie zmieni. Skręcamy w Bukowską/Grunwaldzką, potem w bramę na targi. Widać metę. I widać zegar. Z daleka coś tam 3:39 potem 3:40 - ale to czas brutto. Netto jest lepiej. Przyspieszam ile mogę i wbiegam na metę… Wiem że jest dobrze. Okrzyk radości!

 

Zazwyczaj w tym punkcie biegu ledwo żyję, ale po krótkim dojściu do siebie nie jest źle. Upragniony medal na mnie czeka! 3:39:42, 1355 miejsce OPEN na 6315 biegaczy którzy ukończyli.

To był naprawdę idealny bieg, idealny maraton. Jedyne do czego można się przyczepić to druga połówka która finalnie nie była lepsza od pierwszej… ale tylko minimalnie... zabrakło nieznacznie ponad minutę... niewiele.

 

 

 

 

 

 Teraz cel to 3:30… :)

 

 

Autor: Jasiek Kowalski

 

Fot: 

1) Adam Ciereszko / 15 Poznań Maraton

2 i 3) Malwina Macioszek / Run for beauty and fun

4 i 5) Materiały własne