Kitzbühel ETU Triathlon European Championships - Relacja Kamila Magotta

Kitzbühel ETU Triathlon European Championships - Relacja Kamila Magotta

Kitzbühel ETU Triathlon European Championships rozegrane w dniach 20.06.14- 22.06.14.

 

Pierwszego dnia w deszczowej Austrii rywalizowała elita kobiet, w której startowała Aga Jerzyk, ale niestety nie ukończyła zawodów. Przed startem elity walczyli amatorzy, dystans sprint.

W sobotę można było zobaczyć już alpejskie szczyty w słońcu. Od rana na trasach odbywał się paratriathlon, niech Was nie zmyli "para" wielki podziw, za to co i JAK robią.

O godzinie 15 wystartowała elita mężczyzn. Wygrał nie kto inny jak starszy Brownlee. To co Alistar zrobił na trasie biegowej... Brak słów, wygrał jakby ścigał się z juniorami. Na pochwałę zasługuje Mateusz Rak, który ME ukończył na 29 miejscu co pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość.


Niedziela, starty sztafet i amatorów na olimpijce.

Do Kitzbühel przybyłem w piątek, odebrałem pakiet startowy, obejrzałem elitę kobiet i po kolacji w kimę. Sobota, tradycyjnie : 20' na rowerze, 15' biegu. Chociaż tym razem na deser miałem wyścig elity. Zasmakowało mi:) Później odprowadziłem rower do strefy zmian i po lekkiej kolacji sen.

W niedzielę wstałem o 5. Lekkie śniadanie i bez stresu nad Schwarzsee. Mój start zaplanowany był na 7:30 i tak jak powinno być(nie zawsze w Polsce jest) o 7:30 płynęliśmy. Grupa 18-19 i 20-24 lat. Niezła pralka. Musiałem nawet na chwilę się zatrzymać, bo nie mogłem złapać tchu. Potem pierwsza boja i długa prosta.

 

Co mnie zdziwiło, płynąłem sam, inny torem i co mi się wydaje, to ja płynąłem optymalnie. 1500m pokonałem w 23min 51 sek.

Dobieg do strefy zmian był bardzo długi, cała zmiana zajęła mi 2:59. Szybko wsiadłem na rower i poczułem, że to będzie mój dzień. Nie czułem pływania, jechałem luźno, a prędkość 44-45 km/h (lekko z górki). Ale potem była rzeczywistość, pooooooooodjaaaaazd, dłuuuuuuuuuuugi, moooooooooocny, potem koooooooolejneeeeeee dwaaaaaaaa! Ale treningi w górach i z twardą kadencją się opłaciły. Mimo, że było ciężko, to ja wyprzedzałem, na zjazdach prędkość dochodziła do 75km/h, była jazda! Po pierwszej pętli czułem uda, ale postanowiłem nie odpuszczać, pojechałem znowu mocno, czułem, że mogę wszystko( oczywiście opadłem na ziemie jak zobaczyłem czasy chłopaków z m20,25,30. To dopiero  są harpaganyJ  Moja średnia wyszła 31,5km/h.

 

Mimo to do t2 wpadłem z brytolem , widziałem, że jest przed nami Litwin, jego rower był już odwieszony, a pot z kasku dawno wyparował... Straciłem trochę na zmianie, ale już na 2 km biegliśmy z Brytyjczykiem równo. Tempo nie powalało 4;05-4:15. Ale czułem się dobrze. On odpuszczał na podbiegach( trasa pagórkowata i po kamyczkach). Na 6 km urwałem się i podkręciłem tempo do 3;45-3:50, pozostały dystans biegłem sam. Dobiegłem jako wicemistrz Europy, ale moja kategoria nie była mocna, więc nie można postrzegać tego jako coś wielkiego. Cieszyłem się z czasów. Wszystko poprawione, pływanie nawet o 9 min. 

Lecz…kiedy stałem na podium... Smutek i rozczarowanie... Polacy chyba jako jedyni wyglądali jak sieroty. Zero dresów, koszulek…ja na podium wchodziłem w zwykłej koszulce, kiedy Litwin na piersi miał swoje godło... Smutne, ale prawdziwe. Nie chodzi tu, żeby zawodnicy AG wszystko dostawali, ale oni nawet nie mieli okazji tego kupić...PZT - jest nad czym pracować.

Same zawody i ich organizacje oceniam jak najbardziej pozytywne. Ba! Jestem zdania, że zawody w Polsce nie odstają od tych na zachodzie :)

 

 Kamil Magott