Triathlon Przechlewo-Bez draftu...

Triathlon Przechlewo-Bez draftu...

Triathlon Przechlewo-Bez Draftu…

 

Od ostatniego mojego startu w Gdyni minął równo miesiąc. Kolejną moją imprezą miało być  1/4 w Mrągowie, lecz niestety nie mogłem wystartować i odpuściłem. Przyszedł czas na drugą już odsłonę imprezy w Przechlewie. W zeszłym roku zaliczyłem tutaj właśnie swój debiut na 1/4 IM i chciałem sprawdzić się po raz kolejny.. Wszystko zapowiadało się świetnie, wszystko oprócz formy. Był to już ósmy mój start w tym sezonie i powoli organizm dawał to po sobie odczuć.

 

Ale do rzeczy..

Organizatorzy świetnie się spisali dzieląc wszystkich uczestników na dwie grupy. Po pierwsze w wodzie nie było takiej pralki, a na trasie kolarskiej każdy mógł spokojnie utrzymać odległość min 10m od zawodnika przed sobą. Także po krótkiej rozgrzewce wskoczyliśmy od razu do wody i dosłownie 20sek nie minęło jak rozległ się sygnał startu. Ogień! Ruszyłem z drugiej linii i prułem ile tylko sił w ramionach, żeby urwać choćby 30sek w wodzie. Niestety nie miałem tyle szczęścia, ponieważ po jakiś 300m dostałem dość solidnie piętą w mój nos i przy okazji zsunęły mi się okularki. Następnie jeden zawodnik po mnie przepłynął, później następny, aż musiałem odbić na prawo, choć trochę powietrza złapać i wykrztusić spore ilości wody z płuc.

Wyskakując z wody wiedziałem, że wynik będzie słaby - 22:20. Miałem urwać 30sek, a złapałem 4:30, ale wpadłem z uśmiechem do T1, ogarnąłem się raz-dwa i już wbiegałem pod górę z moim FP8. Już na tym podbiegu myślałem że płuca wypluję, ale udało mi się 3 osoby wyprzedzić. J

Nie ukrywam, że na trasie kolarskiej widać było już po pierwszych kilometrach, że kampania No Drafting! Fair Play Only!, przyniosła pozytywny skutek jak również nagłośnienie sytuacji z Gdyni.

Trasa była mi dobrze znana choćby z zeszłego roku i wiedziałem, że nie jest taka prosta. Podjazdy nie były jakoś bardzo duże i długie, ale z pewnością nie na życiówkę. Niestety pech mnie nie opuszczał, gdy na trzecim kilometrze wypadł mi licznik po który się wróciłem, tracąc przy okazji ok 1,5min. Przez cały czas starałem się dogonić Artura Malca, który uciekł mi po wodzie, ale widocznie nie był to mój dzieńJ . Na rowerze miałem do Niego ok 1:20 straty i myślałem, że na biegu odrobię lecz Artur pruł jak szalonyJ Po drugim nawrocie zyskałem tylko 15sek i zdałem sobie sprawę, że będzie ciężko nadrobić stratę. Dojechałem do belki, zeskoczyłem z roweru i biegiem do strefy. W tym momencie przestrzegam wszystkich przed zbieganiem w butach rowerowych z rowerem, bo prawie się zabiłem. J W pewnym momencie rower zaczął mnie wyprzedzać i ledwo wyhamowałem. Z resztą nie tylko ja bo widziałem jeszcze kilka osób, które prawie się wywaliły. Następnym razem wezmę przykład z PROsów i zostawię buty przy rowerze i będę zbiegał na boso.

W t2 zagościłem nieco ponad minutę, rozglądając się czy czasem Artur się nie zamulił, lecz z tego co później zaobserwowałem wybiegł dużo przede mną. Wystrzeliłem z tempem 3:50 na trasę, gdzie doping Garnka Mocy dawał dodatkowego Powera do pokonywania kolejnych kilometrów.

Trasa biegowa też nie należała do najłatwiejszych, na początku płasko , później podbieg, następnie dół , góra, szuter i kocie łby :) Jedna pętla wysoce urozmaicona z pewnością dała w kość wielu zawodnikom. Życie ratowały kurtyny wodne rozstawione przez strażaków oraz okolicznych mieszkańców. Trasę biegową pokonałem w czasie 55:51 i muszę powiedzieć, że biegło mi się fantastycznie. Na metę wpadłem z czasem 2:44:31 i od razu wylądowałem w basenie z zimną wodą znanym już z imprez Tri Tour . Jak zwykle w strefie finishera czekało na nas zimne piwko, hamburgery i lody.

Podsumowując zawody zaliczam jako mega udane i z pewnością pojawimy się tutaj za rok. Chciałbym również podziękować organizatorom za świetnie przygotowaną i zabezpieczoną imprezę. Oby każde zawody Tri w Polsce utrzymywały taki standard.

Gregory