Wakacyjne bieganie

Wakacyjne bieganie

Jak z jednej strony odpocząć od codziennych obowiązków zawodowych, poświęcić czas rodzinie, a z drugiej strony znaleźć czas i odpowiednio rozłożyć treningi? W końcu mamy środek sezonu startowego!

W tym roku wybór padł na Gran Canarię. Wyspy kanaryjskie od lat przyciągały mnie szczególnie ze względu na swój wietrzny charakter. Dwa lata temu windsurfing zamieniłem na triathlon - z kilku powodów, nie będę się tutaj rozpisywał bo to nie wpis o tym, ale jednym z ważniejszych była łatwa dostępność i swoboda w planowaniu treningu i jego częstotliwości.

Pierwszy trening biegowy zaliczyłem drugiego dnia, z samego rana. Promenada w Maspalomas, tuż przy Playa del Ingles. Sporo biegaczy! Różny stopień wtajemniczenia i różny wiek! Jednym słowem festiwal biegania! Planowałem dobiec do bazy windsurfingowej Mistrala ale niestety promenada w pewnym miejscu skończyła się i dalsza przeprawa wydawała się już nie mieć większego sensu…

W drodze powrotnej już mocniej pod górkę a finisz z kilkudziesięcioma schodami! SIŁA!

Na drugi trening wybrałem się po dwóch dniach, wieczorem. Ilość spacerujących turystów przyprawiła mnie jednak tutaj o prawdziwy slalom, mimo że oczywiście nie byłem jedynym biegaczem. Trening poranny w takim turystycznym miejscu ma jednak zdecydowanie więcej zalet.

Trzecie wyjście zatem było znów rano ale chyba za późno. Tym razem nie ze względu na spacerowiczów - bo ich do 10 rano nie ma wielu, ale ze względu na temperaturę. Po 9:00 robi się już naprawdę ciepło i temp ok. 30 st. i bezwietrzna strefa tej wyspy nie sprzyjają biegaczom.

 

Czwarty trening to już prawdziwa poezja! Zaczęło się dzień wcześniej od planowanego przez kolegę wyjścia na fotografowanie wydm o wschodzie słońca. Przez głowę przetoczyło się kilka myśli… wschód słońca… wydmy… piasek… tego nie mogę przegapić!

Pobudka o 6 rano i 40 minut później dojechaliśmy do naszego celu.

Zanim jednak rozpocząłem bieganie nie mogło mnie oczywiście ominąć fotografowanie wydm i wschodu. Naprawdę wyjątkowy widok który trudno opisać słowami, kilka zdjęć będzie chyba bardziej oddawało charakter tego miejsca.

No to start, zostawiłem kolegę razem z jego i swoim sprzętem fotograficznym i puściłem się przed siebie. Na początek zbieg z wydmy na którą się wcześniej wdrapaliśmy, tutaj poszło dosłownie „z górki” :) Piasek bardzo sypki i kopny ale przy zbiegu nie było specjalnie tego czuć… ale potem przyszła kolej na wbieganie i tutaj zaczęły się schody… a właściwie ich brak, bo gdyby były to było by dużo łatwiej :) bieg szybko przerodził się w marsz - to jednak nie są optymalne, biegowe warunki. Postanowiłem zatem dobiec do morza do którego było tylko kilkadziesiąt metrów i tam kontynuować mój trening. Zawsze zastanawiałem się i próbowałem różnych kombinacji przy biegu po plaży. W butach, bez butów, wolno, szybko. Najbardziej optymalnym dla mnie jest chyba jednak w butach tuż przy brzegu, gdzie piasek jest wilgotny i lekko ubity. Tempo to już wynikowa nawierzchni, w takim klimatycznym miejscu nie będę się przecież spinał…

Wschód słońca, piasek, plaża, ocean. Idealnie. To chyba jeden z najfajniejszych treningów.

A jako że mowa o triathlonie nie mogło oczywiście zabraknąć pływania. Między biegowymi treningami różne opcje można zaliczać. W oceanie, w piance, w basenie. Mnogość treningów pływackich latem przyprawia faktycznie o zawrót głowy.

A rower? Cóż ten etap treningu chyba jeszcze przede mną na Gran Canarii. Powiem tylko tyle że wypożyczalnie są i to z mega dobrym sprzętem. Góry są. I to konkretne. Szosy również piękne. A więc… ahoj przygodo! :)

 

Autor: Jasiek Kowalski